:: WALENTYNKI W TOZ – 14.02.2010r.

 

 

 

WALENTYNKI W TOZ - 14.02.2010r.

 

14.02.2010 godzina 9.30 Niecierpliwie czekamy: my- wolontariusze, psy, koty i zmierzający do nas przyszli właściciele. W naszych głowach powstało wiele pytań: jaki będzie ten dzień, komu się uda, kto dostanie szansę na nowy ciepły dom, kto przyjdzie i czego będzie oczekiwał...

10.00 Zaczynamy. - pod drzwi TOZ nieśmiało podchodzą ludzie, zaglądają w proszące oczy zwierząt szukając w nich swojego odbicia, szukają tego kto będzie ich przyjacielem, powiernikiem na wiele kolejnych lat. Kilka minut po 10 zjawia się starsza Pani w poszukiwaniu idealnej suczki dla siebie, jednak zaprzyjaźniła się z Majkim, niemal rocznym psiakiem, którego urokowi nie mogła się oprzeć.... Później było już tylko lepiej:)

Kolejny psiak swoimi ciekawskimi oczami już od dawna wypatrywał wolontariuszy zza schroniskowych krat, aż nadszedł i jego moment. Piki został zaadoptowany przez rodzinę, która od pierwszego momentu wiedziała, że to właśnie jest TEN pies.

Po godzinie 11 wśród licznie odwiedzających nas gości dostrzegliśmy małżeństwo, które poszukiwało odpowiedniego kandydata dla siebie. Nie mieli wymagań, co do płci, urody i wielkości. Chcieli tylko by pies miał w oczach "to coś", co miała w sobie Ruda a co sprawiło, że to właśnie jej postanowili stworzyć ciepły kąt.

Jak na ten dzień przystało musiał być w naszym gronie Walenty... wesoły psiak już nie raz wylizał ręce naszych wolontariuszy przez kraty schroniska, teraz będzie je lizał już tylko swojej rodzinie która zakochała się nie tylko w jego imieniu ale przede wszystkim w jego wesołym i zabawnym charakterze.

Wiedzieliśmy też, że nasz jedyny szczeniaczek długo nie będzie musiał czekać na swoją szansę i zgodnie z naszymi przypuszczeniami tuż po godzinie 12 pojawili się przesympatyczni państwo, którzy od pierwszego wejrzenia pokochali Tikę- naszą 3-miesięczną suczke.

Kolejny był Piorun a tuż po nim swoje miejsce na ziemi znalazły: przecudowna Bronia, której dom stworzyła starsza Pani, oraz Klara - maleńka suczka, która będzie niezwykle oddanym przyjacielem rodzinym.

Doświadczenie uczy nas, że nie zawsze duże psy cieszą się zainteresowaniem tak również było z Wenus, cudowną, grzeczną i spokojną suczką, która swoimi gabarytami- i to wcale nie wzwyż mogła odstraszyć nie jednego. Jednak nie trzeba było czekać zbyt długo, Wenus po długim pobycie w schronisku otrzymała dzisiaj i swoją szansę na lepsze radosne życie.

Wielu z nas obserwowało na zdjęciach w poczekalni Tekilę- suczkę mieszańca wyżła, która czekała na adopcję, dziś jednak spokojnie siedziała obserwując gości odwiedzających TOZ jakby wiedziała, że to może być jej wielka szansa... jakby przeczuwała że dziś znajdzie swój nowy dom.. i tak też się stało, Tekila po długim oczekiwaniu dziś stała się członkiem odwiedzającej nas rodziny.

Zbliżała się godzina 14 a my nie traciliśmy nadziei, że jeszcze wiele psów może znaleźć dom. Nadszedł czas na Karo- naszego staruszka - Pimpka, który przeszedł zwichnięcie barku oraz Felusia. Na samym końcu mieliśmy również nadzieję, że i nasz Kulfon- groźnie wyglądający, ale misiowaty bernardyn również znajdzie swój Raj na Ziemi, gdyż jednej z odwiedzających nas osób skradł serce... Po poznaniu jednak wszystkich psiaków nowym "nabytkiem" okazała się Zuzia, która na pewno będzie wierną towarzyszką Pani.

Niedziela adopcyjna obfitowała również w adopcje kotów. Aż 4 koty znalazły swój ciepły kąt, były to: Puszek, Zosia, Pliz oraz kociak zabrany ze schroniska. Kolejne 5 kotów zadomowi się w rezydencji obfitującej w wiele myszy, miski pysznego jedzenia oraz ciepłe schronienie: Księżniczka, która ponad rok spędziła w schronisku, Sonia, Kitka- ok 2 lata w schronisku, Rudy z Domu Tymczasowego oraz kot uratowany z okropnych warunków, w jakich do tej pory żył.

Podsumowując: 14 lutego 2010 roku możemy uznać jako wielce udany. W liczbach: 58 nadmuchanych balonów, wykonane dwa banery, wyciętych 41 serduszek, zaadoptowanych 14 jak na 14 luty przystało psów oraz 9 kotów. A w sercach? A w sercach radość, wiele razy padło dziś słowo: kocham, zakochałam, zakochałem, zauroczyłem się... bo czasem jedno spojrzenie mówi za milion słów.. słów, których nasze zwierzęta nie potrafią powiedzieć... a myślę, że na pewno chciałyby przekazać nam swoją wdzięczność i radość z tego że po kilku latach spędzonych w klatce, kojcu czy na łańcuchu mogą położyć się w ciepłym pokoju, z pełnym żołądkiem i myślą że jutro rano znowu wyjdą na spacer ze swoim panem wesoło merdając ogonkiem....

 

 

Wol. Magdalena Żyngiel

Fot. Monika Kubacka (pomysłodawczyni i koordynatorka akcji)

 

 

AKTUALNOŚCI | Pokaż link strony | Cofnij | TOP